wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział XIII

Pewnie mnie znienawidziliście po rozstaniu Auslly, ale cóż. Moja wina, że lubię rozwalać związki w blogach? :D
A żeby tego było mało, Ally stanie przed najtrudniejszym wyborem w jej życiu, który na zawsze może zniszczyć jej wspomnienia z Austinem.
Zapowiada się na niezłą jazdę!
DZISIAJ JEST DŁUUUUGI ROZDZIAŁ!
Ze względu na to, że rozdział ma numer 13, ta liczba przyniesie bardzo dużo pecha (ale też i początkowego szczęścia) i dlatego o wyborze Ally dowie się w tym rozdziale. :)
Jeszcze jedno: dedykacja jest dla wszystkich komentujących rozdział XII :3
No to jedziemy :>

Rozdział XIII

7 grudnia, godzina 15:15

Oczami Trish
***

- Ally...?
- Tak, Trish? - odpowiedziała.
- Po tym, jak usłyszałam twoją piosenkę wczoraj...a właściwie to dzisiaj w nocy, bo była druga godzina...pomyślałam, że załatwię ci występ próbny. No i załatwiłam! - krzyknęłam i uśmiechnęłam się.
Ta aż wstała z krzesła.
- ŻE COOOO?!
- No na prawdę. Wystąpisz przed pięcioma krytykami na Vanuary's Street - powiedziałam.
- I co dalej?
- Po wysłuchaniu twojej piosenki, będą mówić ci, czy są na TAK, czy na NIE. Jeśli co najmniej trzech krytyków będzie na TAK, zostajesz zatrudniona jako tekściarka! - powiedziałam na jednym tchu. Musiałam nabrać powietrza, by znów coś powiedzieć. - Mam nadzieję, że jesteś zadowolona.
- Oczywiście, ale...ja przecież nie dam rady. Od kiedy pokłóciłam się...z WIESZ-KIM, nie mogę śpiewać przy ludziach. A tym bardziej przy krytykach! - zaczęła mi się żalić.
- Dasz radę, wierzę w ciebie. - Powiedziałam i poklepałam ją po ramieniu. - Chodź, jedziemy.
- Niby gdzie? - spytała zdziwiona.
- Na Vanuary's Street.

Oczami Ally
***

Minuta przed występem.
Pięćdziesiąt dziewięć sekund.
Trish ubrała mnie w piękną, purpurową sukienkę. Dała mi buty na wysokim obcasie oraz założyła kapelusz z przyczepionym kwiatem tulipana. Z obydwoma byłam wyższa od Trish o dwadzieścia centymetrów.
Czterdzieści sekund. 
- Spokojnie, nie denerwuj się - usłyszałam od przyjaciółki.
- Właśnie! Wyjdziesz, zagrasz i zaśpiewasz, a potem wysłuchasz od jurorów, jaka to jesteś okropna i wywalą cię ze sceny - rzekł Dez. Po chwili chyba zrozumiał co powiedział i skarcił się: - Głupi Dez, głupi!
Przez niego zaraz dostanę zawału. ZA-WA-ŁU.
Piętnaście sekund.
Ze sceny zeszła jakaś dziewczynka. Płakała.
- Czemu mi to zrobili? Przecież tylko ładnie zagrałam na pianinie i zaśpiewałam. Czemu?! - przekrzykiwała się przez własne szlochanie.
- Chodź kochanie, nic się nie stało - rzekła do dziewczynki mama.
- NIC JUŻ NIE BĘDZIE TAKIE SAMO, ROZUMIESZ MNIE?!!! - wrzasnęła córka i pobiegła schodami.
Teraz to już chyba zejdę z tego świata.
Pięć sekund.
Cztery sekundy.
Trzy.
Dwa.
Jeden.
- A teraz zapraszamy Ally Dawson, która zagra i zaśpiewa nam piosenkę "I thought you"! - usłyszałam. Uściskałam Deza i Trish, i weszłam na scenę.
Usiadłam przy pianinie, poprawiłam mikrofon i zaczęłam grać.
W końcu zaczęłam tak:
One day, sunny day,      (Pewnego dnia, słonecznego dnia)
I met you.               (Poznałam ciebie)
I wanted to make things  (Chciałam, by wszystko)
It went as it should.    (Szło, jak należy)
One day, a rainy day,    (Pewnego dnia, deszczowego dnia)
You met me.              (Spotkałeś mnie)
In one brief moment      (W jednej, krótkiej chwili)

You threw me.            (Rzuciłeś mnie)

I thought you were a friend, (Uważałam cię za przyjaciela)
Maybe even something more.   (Może nawet za kogoś więcej)
But again I'm on the bottom, (Ale ponownie jestem na dnie)
Because again, I was wrong.  (Ponieważ znów pomyliłam się)
Because again, I was wrong.  (Ponieważ znów pomyliłam się)
Because again, I was wrong!  (Ponieważ znów pomyliłam się!)

Wstałam i ukłoniłam się.
Krytycy siedzieli jak otępieni. W końcu jeden z nich wstał i zaczął klaskać, a za nim poszli widzowie.
- To było coś pięknego - powiedział, gdy przestał klaskać. - Idealna symetria, harmonia to coś, czego u innych nie widziałem. Masz talent! - dokończył i usiadł.
Prowadzący powiedział:
- Teraz poznajmy wynik końcowy Ally.
Nad jurorami wisiało pięć monitorów, po jednym nad każdym. Popatrzyłam się na pierwszy z brzegu. Zaraz wyświetli się napis: TAK lub NIE. 
___________________


                   TAK

___________________

Krzyknęłam ze szczęścia. Widzowie zrobili to samo.
Teraz drugi.
___________________


        NIE

________________________

Aplauz został zastąpiony buczeniem.

___________________


                   TAK

___________________

I znowu zaciesz!

___________________



        TAK

___________________

Jest! Mam trzy TAKi!!!

___________________



       TAK

___________________

Świetnie! Tylko jeden krytyk nie dał TAKa, to oznacza, że przechodzę do...właściwie nie wiem do czego. 
- Gratulujemy Ally! Przechodzisz do etapu półfinałowego! Zaraz dowiemy się, z kim będziesz rywalizowała. Uwaga, włączamy generator! 
Trish mi nakłamała o tym zostaniu tekściarką! Już ja jej pokażę!
Kolejny monitor zauważyłam za sobą. Ogromny, chyba 100-calowy!
Widzę na nim swoje imię, które dołącza do systemu pucharowego. Zupełnie takiego jak w pucharach piłki nożnej.

Ally D. ----|                                 |----????       
            |                                 |
            |------------->     <-------------|
            |                                 |
Elle O. ----|                                 |----????

- A teraz zapraszamy na pojedynek...
GODZINA PÓŹNIEJ...
Udało mi się zwyciężyć w walce z Elle. Bardzo miła z niej dziewczyna, można powiedzieć, że się zaprzyjaźniłyśmy. Zaraz dowiem się, z kim będę rywalizowała w finale. 
- A teraz, drodzy państwo, ogłaszamy wyniki. Ally Dawson będzie rywalizowała z.....Austinem Moonem!
Stałam w bezruchu. Ten...pajac...tutaj?!
Popatrzył się na mnie swoimi lodowatymi oczami. I jeszcze jest obok niego ten babsztyl! Nie dam się wyrolować!
- Zasady finału: Wybieracie sobie piosenkę, którą chcecie śpiewać. Nasz generator zmienia się w punktator, który ocenia styl śpiewania i wszystko co z nim związane. Wasze zadanie: mieć więcej punktów niż przeciwnik. 
Wybrałam piosenkę Whitney Houston "I Will Always Love You", a Austin piosenkę Bruno Marsa "When I Was Your Man".
Świetnie. Piosenki o uczuciach.
Na szczęście na przeciwko mnie wyświetlane były słowa. 
Po zaśpiewaniu piosenek...
- Oprócz punktów z punktatora otrzymacie je jeszcze od jurorów.
Uwaga...
- AUSTIN MOON.
Jego twarz wyświetla się na głównym monitorze.
- Zgarnął pierwotnie..79 punktów!
Rozległy się oklaski.
Od jurorów otrzymałeś kolejno: 15, 17, 12, 19 i 10. Czyli razem masz 152 punkty!
Kolejne oklaski. Aż mi się nóż w kieszeni otwiera.
- ALLY DAWSON.
Widzę swoją buźkę. Yay.
- Zdobyła na początku...64 punkty.
Odezwały się pomruki zaskoczenia. I to niezbyt zadowalającego.
Od jurorów otrzymałaś...
Obgryzam paznokcie do krwi.
- Kolejno: 15, 21, 16, 22 i 15! To oznacza, że wygrywa...
Serce mi łomocze.
- ALLY DAWSONNNNNN!!!!!!!!!!!!
Publika szaleje, o mało co się nie przewróciłam. Łza przepłynęła mi po policzku. Jestem bardzo szczęśliwa.
- Ally zdobyła 153 punkty, czyli wygrała o zaledwie jeden punkt! Gratulacje dla niej, ale również dla Austina Moona, który mimo, że przegrał, walczył do końca. 
Światła zostały skierowane na Austina. Ten trzasnął szklanką o podłogę i wyszedł z hali. 
- ALLY, cieszysz się, że wygrałaś?
- Oczywiście, jak mogłabym się nie cieszyć. Zawsze o tym marzyłam.
- Przypominamy na koniec, że główną nagrodą jest 2000 dolarów, wyjazd na drugi koniec Florydy, i wzięcie udział w The Voice of Florida! Dziękujemy i do zobaczenia!
Zdębiała mi mina. Opuścić Miami? Tak jak moi przybrani rodzice?
Opuścić Deza i Trish? I co najważniejsze: opuścić Austina?

Czyli, jednak coś między nimi jest. Nie, nie chodzi mi o nienawiść :D
Uwaga, jadę 23.04 (środa) do Wiednia, i wracam 24.04 (czwartek), więc możliwe, że rozdział pojawi się w weekend :)





poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział XII

I'm so sorry </3
Miałem dodać, ale Blogger jest aż taki tępy, że skasowało mi cały XII rozdział -.-
Więc po długaśnej przerwie wracam do was! Nie wiem, na ile, ale myślę, że trochę na pewno! :)
I chciałbym prosić niektórych komentujących, by nie spamowali tą samą treścią kilkanaście razy, bo trochę mnie to już denerwuje.
Zaczynamy, jedziemy z XII rozdziałem :)

Rozdział XII
6 grudnia, ok. godziny 20:30

Oczami Ally
***

Gdy zobaczyłam jego nową lalunię, moja twarz zmieniła kolor na czerwony. Z uszu buchała mi para - taka byłam wściekła. Miałam ochotę iść do niego i wygarnąć mu to prosto w twarz, ale zrozumiałam jego strategię. On po prostu chce, bym ja była o nią zazdrosna! Taka na pewno nie będę, więc szepnęłam tylko do przyjaciół:
- Chodźmy do domu, tak tu zimno.

Pokój Ally, godzina 23:30

Oczami Ally
***

Postanowiłam zapomnieć o tym śmieciu i skupić się wyłącznie na sobie i na moich przyjaciołach. Dzisiaj zostali u mnie na noc. Zaczęliśmy oglądać film "Krwawa Maska IV", ale Dez dostał takiego ataku paniki, że szybko wyłączyłam telewizor. Po uspokojeniu kolegi zaczęłam rozmawiać z Trish.
- Myślisz, że spotykanie się z nową dziewczyną jest ze strony Austina dobrym zagraniem, czy nie?
Ta tylko odpowiedziała:
- Mnie tam on nie obchodzi, byle by był spokój. 
Skarciłam się w duchu. Przecież miałam o nim nie rozmawiać, a tym bardziej o nim myśleć. Co mogłoby mi pomóc....
- Wiem! Już wiem! Już wiem! Wiem, wiem, wiem! - krzyczałam i poszłam do lodówki po dżem truskawkowy.
Za swoimi plecami usłyszałam słowa Deza:
- Czy ona nie ma przypadkiem jakichś urazów psychicznych?

Oczami Austina, w tym samym czasie.
***

Zaprowadziłem Lavi do pobliskiej pizzerii. Była wręcz oczarowana smakiem tego specjału.
- O mój Boże! Nawet u nas, we Włoszech, nie robią takiej pysznej pizzy! - powiedziała.
- I tu się zgodzę - nikt nie robi lepszej pizzy od Riggy'ego Rugga! - odrzekłem.
Ona jest świetna. Czuję to.
- To gdzie teraz idziemy? - zapytałem.
- Pamiętasz, jak mówiłam, że muszę się zameldować? - przypomniała mi.
- Tak, oczywiście. Na szczęście jest on niedaleko.
Wziąłem z wieszaka żakiet Lavi i podałem go jej. 
- Dziękuję ci - rzekła miło.
- No to chodźmy do tego hotelu - szepnąłem, otworzyłem drzwi Lavi i wyszedłem za nią.

Oczami Ally, godzina 2:40
***

- I jeszcze raz! Ally, wytrzymasz!
- No dobra...
I thought you were a friend,
Maybe even something more.
But again I'm on the bottom, 
Because again, I was wrong.
Because again, I was wrong...

- Pięknie Ally! To było świetne - gratulowała mi przyjaciółka. - Jak ty to tak szybko napisałaś?
A ja, myśląc ukradkiem o Austinie, stanowczo odpowiadam:
- Wszystko wzięłam z serca. Z mojego złamanego serca.
Trish usiadła obok mnie.
- Wiem, że to boli. Ale uwierz mi..To przejdzie. Jesteś twarda. Na pewno spotkasz jeszcze wielu chłopaków walczących o twoje względy. Daj sobie szansę i zapomnij o nim.
Skierowałam oczy na przyjaciółkę.
- Wow, Trish. Pierwszy raz wygłosiłaś piękną mowę na temat kogokolwiek!
- A myślisz, że dlaczego pracuję w sklepie mówniczym?
- I wszystko jasne.. - odpowiadam i śmieję się, zapominając o bólu bulgoczącym we mnie.



poniedziałek, 10 marca 2014

Powrót.

Uwaga!!!
Do wszystkich fanów bloga Auslly - Love Story...
Wiem, kilka miesięcy to dużo czasu jak na przerwę, ale przyszedł czas na powrót do pracy.
15-go marca 2014 r. pojawi się kolejny rozdział. Mam nadzieję, że będziecie odwiedzać (znowu :d) tego bloga. 
Będzie dużo emocji :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział XI

Dziękuję tym wszystkim, którzy nadal komentują, czytają, widzą moje bazgroły...
Mikołajki w sumie jeszcze przed nami, ale właśnie to ten rozdział będzie o SZÓSTYM GRUDNIA ;)
Niestety, muszę wam uprzykrzyć życie i Auslly nie będzie razem. Wręcz przeciwnie, Austin będzie się starał zapomnieć o Ally. A tuż za rogiem, kto wie? Może jakaś ładna dziewczyna przejdzie obok ;D
Dedykacja dla Pauliny :)
Już nie przedłużam, zapraszam do lektury :)
KOMENTUJEMY, KOMENTUJEMY!!!

Oczami Ally
***

- Tak, to ja! Wyciągnijcie mnie stąd, zasypane są wszystkie wyjścia, nie ma prądu ani wody, a ja tu marznę!
Słyszałam z drugiej strony jakieś szeptania. Czyżby mnie obgadywali?!
Odsunęłam się jak najdalej od drzwi i włożyłam drugą kurtkę. Przytuliłam się do obręczy schodów i czekałam, aż zaczną działać.
Nagle usłyszałam krzyk:
- Ally, jesteś blisko drzwi?
- Nie, jestem przytulona do schodów - odpowiedziałam.
- To nie ruszaj się stamtąd! - warknął ktoś i wyczułam, że tym 'ktosiem' był Austin.
Przez chwilę nic się nie działo, aż tu nagle przez wielką górę śniegu wjechała czarna terenówka. Co prawda, drzwi były już obliczane w stratach moralnych, ale w końcu się wydostałam. Kierowca wykonał nawrót i po chwili wielkiego auta już nie było, a po śniegu nie było śladu.
Po kilku sekundach ujrzałam Deza, Trish i...mojego byłego chłopaka.
Od razu zrobiło mi się przykro, bo to ja posłużyłam się nim jako wymówką i umawiałam się z jego bratem. Wcale się nie dziwię, że nie chce mnie znać, dziwiłabym się, gdyby mi wybaczył od razu. Oczywiście, chyba w głowie miałam ten swój dziwaczny taniec. W każdym razie, gdy tylko mnie zobaczył, odwrócił wzrok. Dez się do mnie przytulił, Trish również.
- Skąd wzięliście tą wielką brykę?! - zapytałam.
- Wyobraź sobie, że zaczęłam pracować jako mechanik w firmie Big Racing. Tam można wypożyczyć takie cacko na 24 godziny. 
- Dzięki wam jakoś przeżyłam. Jakoś... - i przytuliłam ich ponownie, tym razem osobno. Gdy chciałam przytulić Austina, ten lekko się odsunął, ale w końcu oparł się i na sekundę przystać do mojego ciała. Chciałam go zachować na dłużej, oczywiście od razu zaczął się wyrywać. Pomimo tego i tak poczułam się lepiej: przez tą chwilę posmakowałam myśli, jak to się kiedyś miało chłopaka..

6 grudnia


Oczami Austina
***

Wczoraj razem z Dezem i Trish pomogliśmy wydostać się Ally z zasypanego Sonic Booma. Szczerze, gdybym był wredny, na pewno powiedziałbym, że dobrze jej tak. A w sumie, co mi szkodzi. Dobrze jej tak! Niech Riker'a nawet w to nie miesza: muszę to przyznać, ale jest przystojniejszy ode mnie.
Chodziłem po zaśnieżonej galerii Miami ze spuszczoną głową. Przez przypadek wpadłem na kogoś i krzyknąłem:
- Przepra...
Nie dokończyłem, gdyż ujrzałem dziewczynę. Piękną dziewczynę. Sądząc po rysach twarzy, jest Włoszką. I jest...przecudowna!
- Hej, coś się stało? - spytała mnie z przerażeniem. - Stoisz jak słup soli, może trzeba cię reanimować?! - dodała.
- Nie, nie - ocknąłem się z 'zamułki'. - Przepraszam, że na ciebie wpadłem.
- Nic się nie stało - odwzajemniła uśmiech. - Wiesz może, gdzie mam spotkać..Austina Moona? We Włoszech wyznaczyli mi jego jako opiekuna. Podobno ma mi pokazać okolicę.
"Wiedziałem, że jest Włoszką!" - pomyślałem.
- Akurat tak się składa, że ja jestem Austin Moon. Miło mi panią poznać - skłoniłem się i ucałowałem jej dłoń.
Zarumieniła się. To słodkie.
- A jak ty się nazywasz? - zacząłem ją wypytywać.
- Lavi Dramath, mam siedemnaście lat. Ogólnie dopiero co przyleciałam z Włoch, mam się zameldować w hotelu Miami. 
- Ooo, to najlepszy ze wszystkich tutaj! Twój włoski dyrektor chyba bardzo cię lubi, skoro masz takie luksusy...

Oczami Trish
***

Wczoraj wróciłam od Ally wyczerpana. Dzisiaj wyspałam się porządnie i przeczytałam maila, że zwolnili mnie ze stanowiska mechanika i że mam oddać wóz. Biedactwa, nie wiedzą, że ten od 16 godzin leży w jeziorze...
Popatrzyłam się na kalendarz. 4 grudnia, 5 grudnia..6 grudnia? Dzisiaj jest 6 grudnia! MIKOŁAJKI!
Czym prędzej wzięłam trzysta dolarów z sejfu i pobiegłam na zakupy.
Wróciłam dwie godziny później i kupiłam wszystkim prezenty:
~ Ally dostanie nową torebkę...
~ Dez otrzyma nowiuteńką kamerę...
~ a Austin będzie miał gitarę!
Ucieszyłam się radosna i czym prędzej poszłam oglądać TV: a co mi tam!

Oczami Ally
***

Razem w czwórkę mieliśmy spotkać się na spotkaniu Mikołajkowym. Ja zrobiłam wspaniałe prezenty moim przyjaciołom! Dez będzie miał koszulkę z napisem "Hello, I'm crazy!", Trish bluzkę z napisem "Cicho, ja tu pracuję", a Austin..no nie jest już moim przyjacielem, ale dostanie koszulkę "Best Singer Ever".

Już widzę Trish i Deza, ale nigdzie nie ma Austina...
- Hej, Ally! - krzyknęła do mnie przyjaciółka i przytuliła się.
- Ally, skarbie, jak się czujesz, jak tam zdrówko? - zaczął się wygłupiać Dez.
- Spokojnie, nic mi nie jest, chociaż jeszcze z wczoraj mam zimno na stopach. Poza tym jeszcze jest mi źle z rękami, ogólnie...
- Możemy już podarować prezenty? Zaraz się rozgadasz i trochę sobie poczekamy.. - powiedział Dez.
W sumie miał rację.
Każdy z nas wymienił się paczuszkami. Otworzyłam je i byłam zdumiona: dostałam torebkę i piękną kurtkę!
Jako pierwsza przytuliłam się do przyjaciół i podziękowałam im. Oni też nie ukrywali uczuć: zaczęliśmy się przytulać jak niektóre pluszowe zwierzaki w bajkach. Było bardzo miło, póki nie zobaczyłam jego. Chodził sobie uśmiechnięty z jakąś dziewczyną. Pokazywał jej okolice, przynajmniej tak to wyglądało z mojej perspektywy. Tu chodzi o jedno uczucie, gotujące się w nas przy każdej okazji.
- Zazdrość. - syknęłam.


***

KONIEC, ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA :*
;)

Rozdział X

#YAY <3
10 rozdział na blogu - TO JUŻ JEST COŚ ;*
Mam nadzieję, że podołam zadaniu, które wyznaczyła mi pewna Bloggerka - Bardzo ci dziękuję za tą opinię!
Właśnie dla niej i dla alokin (Pansy ;*) dedykuję jubileuszowy post :)
Zostawcie ślad w komentarzu - PROSZĘĘ <3

Oczami Ally
***

Tak przeleżałam prawie dwa dni. Poza swoimi głośnymi jękami nie słyszałam nic: nawet dobijających się do drzwi klientów, którzy pewnie chcieli coś wytargować. Ally Dawson rezygnuje z życia! - pomyślałam.
I dobrze. Straciłam Austina - straciłam siebie. Straciłam Deza, straciłam Trish.. Z chęcią włożyłabym głowę do sedesu, bo TAM moje miejsce.
Otrząsnęłam się i wstałam, trzymając się stolika. Zamarłam, gdy przez okno zobaczyłam na dworze..Śnieg. Musiało być na prawdę źle, bo prawie całe okno było zasypane! Szybkim tempem ubrałam się (jednak zasnęłam jeszcze przy zlewie) i zeszłam na dół. Okazało się, że wszystkie wyjścia są zasypane i zostałam uwięziona! 
- A gdyby tak otworzyć jedne z drzwi i usunąć śnieg? - pomyślałam.
Ten pomysł wydawał mi się świetny, dopóki go nie zrealizowałam. Cały śnieg, który "miał stać w miejscu", sypnął na mnie. Po chwili leżałam pod ponad dwoma metrami śniegu. Szybko wynurzyłam się z Góry Utrapienia i ruszyłam po miotłę. Trzeba było jakoś odsunąć ten puch; przecież dalej byłam zasypana.
Próbowałam dodzwonić się do Trish, ale oczywiście los mnie nie lubi i nie było zasięgu. 
- Niech ktoś tu przyjdzie, bo ja tu z głodu umrę! - pomyślałam. - Albo co gorsza z zimna! - dodałam. 
Z małego schowka wyciągnęłam wielką szuflę i zaczęłam odrzucać śnieg z jednego miejsca na drugie. Szczerze, po 15 minutach byłam wyczerpana, i już miałam iść sobie zaparzyć herbatkę, ale przypomniałam sobie: nie ma wody.

Oczami Austina
***

Nie wierzę, jak ona mogła mi coś takiego zrobić. I te jej słówka o tym, że nasza miłość przetrwa wszystko, że jest niezniszczalna.. Jak ja się mogłem na to nabrać?!
Nie mogę. Muszę zapomnieć o.. Ally i zacząć nowe, lepsze życie. Mimo iż tego nie chcę, decyzja jest bez wyjątku zatwierdzona. 
Wyszedłem na balkon i krzyknąłem:
- ALLY DAWSON, NIENAWIDZĘ CIĘ!

Oczami Trish
***

Siedziałam w domu Deza. Piliśmy cieplutką herbatę z cytryną. Miałam właśnie sięgnąć po ciasteczko, ale Dez mnie uprzedził i powiedział:
- Trish, musimy coś zrobić z Austinem i Ally. Nie mogą się kłócić w nieskończoność.
- Właściwie to tylko Ally zrobiła tą całą aferę. Może i jestem jej najwierniejszą i najlepszą przyjaciółką, ale akurat w tej sprawie jestem za Austinem. W sumie tylko on jest pokrzywdzony. - stwierdziłam.
- Tak, ale ten blondyn to mocny gość! Myślę, że akurat obmyślił swój plan i wciela go w życie.
- Pewnie tak...
Zapadła cisza. Dez się na mnie popatrzył, ja na niego. Zbliżyliśmy się do siebie. Położył rękę na moim ramieniu...nachylił się...i zadzwonił.
Zaraz...zadzwonił? A nie! To dzwonek.
Dez szybko otworzył drzwi, a stał w nich nie kto inny, jak Austin Moon.
- Total, gościu! - ucieszył się rudy, ale ten tylko mruknął.
- Postanowiłem zapomnieć o Al...o Wiecie-Kim. Nie lubię żyć w taki sposób, by ktoś mnie wykorzystywał. A wy gdzie się wybieracie? - odparł blondyn.
- Do Ally - odrzekłam i ubrałam kurtkę.

Oczami Ally
***

Czułam, że zmieniam się w lód, a myślenie o Austinie wcale mi nie pomagało. Góra Snieżna dalej stała przed moimi wszystkimi drzwiami. Postanowiłam, że zacznę biegać wokół kasy, ale przy pierwszym okrążeniu poślizgnęłam się i upadłam. Zaczęłam płakać, rozumować, że może nigdy stąd nie wyjdę, ale nagle usłyszałam jakieś krzyki.
- Ally, jesteś tam?

Wiem, że krótki, i przepraszam za przerwę w pisaniu ;)
Wasz Ausllymaniak, który właśnie rozbił Auslly XD

wtorek, 12 listopada 2013

Przerwa!

Kochani, zarządzam przerwę. Niewiele osób tutaj zagląda, chociaż cieszę się z tych, co tu wchodzą ^^ Poza tym wena mi się skończyła, a nauczyciele narzekają na mnie w każdej chwili. Mam nadzieję, że dacie mi kopa, bym ruszył szybko z nowymi rozdziałami :) Pozdrawiam, i życzę miłego oczekiwania na Mikołajki...
PS. Wracam z nowymi rozdziałami  już 29 listopada. X rozdział będzie przed Mikołajkami :*
Jeszcze raz pozdrawiam :3

czwartek, 17 października 2013

Rozdział IX

Dziękuję, że nadal czytacie tego bloga..Bez was nie byłoby pewnie następnych rozdziałów ;)
Jak może już zauważyliście, po prawej stronie bloga jest takie okienko z twarzami osób i napisem "Członkowie". Tam możecie zostać OBSERWATORAMI bloga i będziecie otrzymywać prawdopodobnie informację, kiedy będzie nowy rozdział. Mam nadzieję, że ta liczba wkrótce się powiększy ;)
Dzisiejsze opowiadanie zaczynam od Austina; tak na dobry początek.

Oczami Austina
***

Przyśnił mi się koszmarny sen przyszłości. Widziałem siebie, kiedy spędzam czas z Kirą. Zauważyłem na naszych palcach obrączki. To już jest źle. Ale potem śmignęła mi przed oczami Ally. To..to jest Ally? Wypiękniała przez te kilka lat. Już miałem do niej podejść, ale widzę, że obok niej stoi jakiś mężczyzna, który ją całuje. Jest bardzo podobny do mnie,  Do Ally podbiega jakieś małe, 4-letnie dzieciątko. "Czy to jest...dziecko Ally?" zapytałem po cichu. Chyba tak, ponieważ moja dziewczyna całuje go w czoło i daje wodę do picia. 
- Kotku, no chodź! Pobujamy się, i może starczy nam czasu na "Chwilę dla Dwojga" - mówi do mnie Kira.
Lecz ja dalej stoję w miejscu, patrząc z utęsknieniem na parę, która według mnie otrzymała tytuł Najgorszej.
Obudziłem się i od razu pobiegłem do Sonic Booma. Nawet zapomniałem o wczorajszym spotkaniu z Kirą. Aa, chrzanić ją..Tylko chce zepsuć mój związek z A..
Nie dokończyłem, bo stałem przed Sonic Boomem. Przez szybę zobaczyłem Ally, którą głaszcze po włosach jakiś blondyn. Trish miała rację: Jest do mnie bardzo podobny!
Zaraz, zaraz...
TO JEST MÓJ BRAT, RIKER!
Jak ten..śmieć może mnie tak traktować?! I że Ally na to pozwala?! Ja już sobie z nią porozmawiam!
Wszedłem przez główne drzwi i rzuciłem swój futerał z gitarą na podłogę.
- Ally, ty...
- Austin, to nie tak jak myślisz!
- Ty szmiro! Jak śmiesz mnie zdradzać z moim bratem?!
Ally popatrzyła na mnie jak na idiotę.
- To..jest twój brat?
- No, a co przed chwilą powiedziałem??
- O mój boże, co ja zrobiłam?
Riker popatrzył się na mnie z wyrzutem sumienia.
- Bracie, przepraszam. Nie wiedziałem, że to twoja dziewczyna! Nic mi o tobie nie wspominała, poza tym, że ma chłopaka o imieniu Austin. Jest sporo Austinów na świecie!
W sumie to nawet mu się nie dziwię. Na Rikera spoglądają prawie wszystkie dziewczyny, miał prawo, by zadurzyła się w nim Ally.
- Bracie, zawsze między nami było spoko! - rzekłem i uścisnąłem jego rękę.
- A co ze mną? Ja też tu stoję! - krzyknęła Pani-Zdradza-Austina-Z-Rikerem-Bo-Tak-Się-Jej-Podoba.
Według mnie Ally zachowała się chamsko w stosunku do mnie. Nie wiedziałem, że do tego dojdzie. Przemyślenia przerwał mi mój brat.
- Słuchaj, ja muszę wracać do domu..Zaczyna nam brakować pieniędzy na utrzymanie domu i chciałem tu zarobić...
Coś sobie przypomniałem.
- Poczekaj chwilkę, zaraz przyjdę. - powiedziałem i szybko skoczyłem po schodach do pokoju Ally. Wyciągnąłem mój minisejf, w którym znajdowały się pieniądze na czarną godzinę: na przykład ktoś zrujnowałby mi karierę, to od razu poleciałbym do Jordanu. Tam nie słuchają mojej muzyki..
- Bracie, słuchaj - rzekłem do Rike'a. - Mam tu coś dla ciebie. I dla naszej całej rodziny.
Riker otworzył kopertę. Zaskoczony, aż usiadł na mojej (nadal!) rozrzuconej gitarze.
- Ale bracie! Tu jest chyba z 5000 dolców!
- No przecież wiem. Zostawiłem je na czarną godzinę. Mam nadzieję, że chociaż dopomogłem wam na dom...
- Stary, potrzebowaliśmy 50 dolców na miesiąc! Dzięki tobie nasz dom będzie stał prawie 10 lat! Dzięki! To na razie!! - odpowiedział z radością i wsiadł do limuzyny.
" Ciekawe, skąd ma tyle kasy, że starczyło mu na limuzynę" - pomyślałem i odwróciłem się do Ally.
- Słuchaj, Dawson. Mam cię dość. Ostatnio nie układało się nam. Teraz ty całowałaś i przytulałaś mojego brata, wiedząc, że chodzimy od kilku tygodni. Jeśli zamierzasz tak dalej robić, nie ochronimy nawet naszej przyjaźni!
- Nawet? Czyli ze mną...zrywasz?!
- Tak! I wiesz co? Radź sobie sama, bo myślę, że nie zasługujesz na takiego przyjaciela (i chłopaka!) jak ja!
Po tych słowach wyszedłem jakby nigdy nic z Sonic Booma.

Oczami Ally
***

Że co on powiedział? Że ma mnie dość? Jestem roztargana, wiedziałam, że nie powinnam tak się zachować!
W myślach cały czas powtarzałam "Przepraszam Cię, Austin" i zasnęłam.


Koniec!
Zostawić ślad w komie, proszę :3

wtorek, 1 października 2013

Rozdział VIII

ZABIJCIE MNIE ZA TE SPÓŹNIENIE ;___;
Kochani - Bardzo wam dziękuję za tyle odwiedzin i komentarzy! W sumie bloga odwiedzono prawie 7.000 razy, a skomentowano 69 razy :*
Ja was kocham za to, ale martwię się tym, że coraz mniej osób wchodzi na tego bloga. Mam nadzieję, że taki stan jest na każdym blogu przejściowy, ale miło by było zobaczyć większą aktywność.
I teraz do Anonimowych fanów: Kiedy komentujecie któryś z rozdziałów, na końcu komentarza podpisujcie się jakoś, np: ~ Kasia, albo /Ania, okej? Bo nie wiem, czy kilka komentów anonimowych jest od tej samej osoby :)
Zapraszam do czytania!
***


- Do zobaczenia Ally - powiedział na koniec dnia i pocałował mnie w policzek.
- Yhm, yhm..
Odwróciliśmy się z Rikerem.
- Ally, przedstawisz nas? - zapytała Trish.
Stałam totalnie skołowana. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Toooo...to jest Riker. Mój.. brat.
Trish popatrzyła się na mnie dziwnie. Na pewno nie uwierzyła.
- Ally, jak mogłaś mi to zrobić? - rzekła do mnie przyjaciółka.
- Trish, nie mogłam ci powiedzieć, wszystko byś wypaplała! - krzyknęłam, lekko wściekła.
- Jak mogłaś mi nie powiedzieć, że masz takiego słodziaśnego brata??
Teraz ja dziwacznie spojrzałam w stronę mojej BFF. "To o to jej chodziło! - pomyślałam".
- Przepraszam, ale trudno byłoby to zachować w tajemnicy przy dwóch osobach.
- Sorry, Ally...Przecież nie jestem twoim...
- Ohh, Rike, te twoje tandetne żarciki, heheehh! - znów zaczęłam chichrać się jak osioł. Popchnęłam go w stronę schodów i zmiażdżyłam go wzrokiem, by poszedł na górę.
- Obiecaj mi, że nie powiesz o Rike'u nikomu! Nawet Austinowi, nawet Dezowi, nawet Jimmy'emu, nawet Kirze, rozumiesz?!
- Jasne! - odpowiedziała mi Trish i się przytuliłyśmy.
***

3 listopada

Wczoraj szybko pożegnałam się z Trish. Rike został u mnie na noc. Szczerze to nawet dobrze, bo trochę bałam się w nocy. Wszędzie było tak ciemno. Lester zawsze przy mnie był i czułam, że jestem bezpieczna. Ale to się zmieniło. Nic nie będzie już takie samo...
Gdy obudziłam się, zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak nieogolona czarna owca, która wpadła do wielkiej kałuży błota. Ale nie przeraziłam się, bo to połowa biedy. Straszną karą by było, gdyby się Rike obudził i mnie zobaczył. Nagle usłyszałam:
- O mój Boże! Chyba źle spałaś dziewczyno!!
Tak. Koszmar się spełnił. Szybko zasłoniłam się kołdrą i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się i zaczęłam wszystko Rike'owi wyjaśniać. Chodzi mi o wczorajsze wydarzenie. Po wysłuchaniu całej historii, usłyszałam od niego jedno słowo...
- Brat? Na serio?? Bez przesady, Ally, ale uważam, że było cię stać na coś lepszego.
- No właśnie nie! Czuję, że powinniśmy być bliżej niż tylko nudnymi przyjaciółmi! Tylko, że..mam chłopaka.
Dziwnie to zabrzmiało, nawet jak na mnie. Chciałam zdradzić Austina? Przeradzałam się w sekretarkę diabła.
- Że co?!!! Masz już chłopaka, który na pewno cię kocha, i chcesz go zdradzić ze mną?
Wiedziałam, co nastąpi. Wyprowadzi się, i wróci na stare śmieci.
- To świetnie!! Dostaję kolejnej dawki adrenaliny!! - odpowiedział.
Zaskoczona, usiadłam na kanapie. Nie spodziewałam się takiego obiegu wydarzeń.

Oczami Trish
***

Wiedziałam już o tajemnicy Ally! Ona ma brata!! OMG, nie spodziewałam się tego! Muszę to komuś powiedzieć, ale już, bo nie wytrzymam!
Zobaczyłam Austina. Każdemu powiem, tylko nie jemu!! Szybko oddaliłam się od blondyna, jednak w okręgu 300 metrów nikogo nie było oprócz niego! Szybko podbiegłam do niego i ryknęłam mu prosto w twarz:
- Ally ma brata, rozumiesz?? Rozumiesz to?!!
Ten popatrzył się na mnie dziwnie i się roześmiał.
- Oh, Trish.. Ty zawsze umiesz człowieka do śmiechu doprowadzić...
- Ja wcale nie żartuję, koleś! - szarpnęłam go za koszulkę i przybliżyłam się do jego twarzy. - Gość jest mocno przystojny..i nawet podobny do ciebie!
Austin spojrzał na mnie z przerażeniem, ale także z niezadowoleniem.
- Nie powiedziała mi nic...Nic mi nie mówiła, że ma brata! - krzyknął i odszedł.
Obejrzałam się za siebie i poszłam na babeczkę do mojej dawnej pracy.

Oczami Austina
***

Ally nic mi nie mówiła o swoim bracie. Czyżby nas okła..
Nie dokończyłem. Wpadłem na zadziwiająco piękną dziewczynę: Kirę Starr.
- Cześć, Kiraaa - powiedziałem, rozpływając się w marzeniach.
- No cześć, Austin! Jak tam kariera? - odrzekła, promieniując mnie swym uśmiechem.
- Dobrze, mam już ponad milion fanów na Facebooku! - rzekłem i mrugnąłem do niej.
- Wróciłam z Europy, byłam tam u swojego przyrodniego brata. Wiesz, może ma 21 lat, ale trzeba też go odwiedzić. Bardzo smutno mi się zrobiło, bo wiesz..jak go zobaczyłam, to okazało się że stracił nogę w wypadku! - krzyknęła na jednym tchu i przytuliła się do mnie.
Zacząłem jej współczuć. I zacząłem coś oczywiście do niej czuć.
Ja to mam problemy z dziewczynami..
ALLY VS. Kira - Problem nastolatka XXI wieku...


Koniec !
Wiem, że krótki, ale cóż...Cały tydzień był zawalony -.-
PROSZĘ O ZOSTAWIENIE KOMENTARZA I O POLECANIE BLOGA INNYM : ))

niedziela, 22 września 2013

Rozdział VII

Dwa tygodnie później.

Narrator
***

Ally już wyzdrowiała i powróciła do normalnego życia. Zamartwiała się, co zrobi z Sonic Boom'em, przecież nie da sobie rady sama!
Weszła przez znajome drzwi, i opadła na swe łóżko. Rozmyślała długo nad swoim przyszłym losem. Usłyszała głosy sumienia:
Sumienie Anioła: Ally, nie martw się, poradzisz sobie. Masz świetnych przyjaciół, wspaniałego chłopaka..Utrzymasz się na lodzie, nie martw się!!!
Sumienie Diabła: Annabeth Jenks! Nie poradzisz sobie, skończysz pod mostem! Przyjaciele zakończą waszą przyjaźń, chłopak cię rzuci, zostaniesz SAMA, rozumiesz?
Bohaterka zaczęła słabnąć i usnęła w pozycji siedzącej.

Oczami Austina
***

Poszedłem do Deza z Trish, którą spotkałem w kawiarnii Starego Hank'a. Dziewczyna wytłumaczyła mi, że pracowała tam dwa tygodnie, i znowu ją wyrzucili.
Doszliśmy do mojego przyjaciela po kilku minutach. Opowiedziałem im o mnie i Ally. Że...chodzimy. Zdziwili się niemiłosiernie, kopary im opadły na podłogę tak mocno, że słyszałem ich dźwięk.

Oczami Trish
***

OMG! Wiedziałam, że coś tu się święci, ale żeby aż tak! Teraz ja będę krzyczała! A Ally ma chłopaka, a Ally ma chłopaka!!

Oczami Ally
***

Obudziłam się, z kołtunem włosów na głowie. Wyglądałam jak księżniczka, która spadła z balkonu i zahaczyła o małą dżunglę. Spojrzałam na mój telefon.
O M G !!!
2 listopada?! To jakieś żarty, czy na prawdę przespałam dwa dni?!
Szybko wstałam i zaczęłam się ogarniać. Włosy nie chciały się dobrze ułożyć i przez swoją nadzwyczajną siłę złamałam grzebyk.
- Cholera! - zaklęłam.
Zeszłam na dół. Drzwi były zamknięte, a dobijała się do nich setka ludzi. Widocznie chcieli kupić coś w Sonic Boom'ie!
Otworzyłam szybko drzwi. Ludzie przestali się wydzierać, i po chwili jeden z nich krzyknął:
- O której to się otwiera sklep, pomyleńcu??
- Przepraszam za wszystkie niedogodności! Teraz prezent dla wszystkich: sklep był czynny od 9:00 do 18:00, prawda?
Przez chwilę panowała cisza.
- No tak... - odpowiedziało kilku klientów.
- Od teraz, do końca tygodnia sklep będzie czynny do 20:00!
- Uuuu, fajniee! Jeeej! - krzyknęli ludzie i zaczęli podchodzić do instrumentów. Ze zwartej stuosobowej grupki przed drzwiami został tylko jakiś chłopak. Bardzoooo ładnyy chłopak! Podeszłam do niego i zagadałam:
- Dzień dobry, na kogoś czekasz?
- Tak. Szukam Annabeth Jenks. Albo...Ally Jenks. Albo..Ally Dawson. Jestem przysłany do jakiegoś sklepu na dodatkową pomoc.
Zaskoczona, oparłam się o ścianę. "Tak! Będzie u mnie pracował!"
- Jestem Annabeth Jenks i mam 17 lat. Prowadzę Sonic Booma od 7 lat - powiedziałam i uścisnęłam jego dłoń.
Patrzyliśmy w siebie tak kilka sekund. Otrząsnęłam się i spytałam:
- Skąd pochodzisz?
- Urodziłem się w Los Angeles, 6 listopada. Pojawił się wtedy huragan, i zniszczył naszą piękną posiadłość. Przenieśliśmy się do Nowego Jorku, do siostry mojej mamy. Teraz jestem w Miami, jak widzisz.
- Oj, wieem..
Nawet nie zaśmiałam się jak osioł. Widać było, że łatwo mi się z nim rozmawiało. Poluuubiłam go od samego początku. 
- A tak w ogóle, jeszcze nie spytałam! Jak się nazywasz i ile masz lat?
- Mam na imię Riker i 6 listopada kończę 17 lat.
"Awww, na prawdę do mnie pasuje!!"
- Okej, na sam początek pomóż mi rozłożyć te skrzypce i gitary na swoje miejsca, okej? - zapytałam.
- Jasne! - potwierdził chłopak, szerząc swój uśmiech.
Przyznam się szczerze: zakochałam się w nim. Razem skończyliśmy pracę bardzo szybko. Usiedliśmy na stołkach obok siebie i westchnęliśmy głęboko.
- Praca już za nami, tak? - zapytał.
- Na dzisiaj tak! - odpowiedziałam z lekkim uśmieszkiem.
Zaczęłam rozmyślać nad tym: moja miłość do Austina jest pewna, wyznał mi ją tak samo jak ja jemu. A sytuacja z Riker'em: nie wiem nawet czy mogę liczyć na więcej niż przyjaźń, dzisiaj się poznaliśmy. Podoba mi się, ale oczywiście pojawił się trójkącik miłosny.
- Umiesz grać na gitarze? - zapytał, wyprowadzając mnie z transu.
- Bardziej na fortepianie - odpowiedziałam i przysiadłam przy instrumencie.
Wsłuchał się w moją kompozycję, która tańczyła wokół niego. Podobało mu się, cały czas się uśmiechał i patrzył na mnie ze wzrokiem opiekuna. Teraz on był jakby w transie, zaskoczyłam go pozytywnie. Gdy skończyłam, on wziął drugie krzesełko, i usiadł na nim obok mnie.
- Pięknie komponujesz. Gdybyś występowała na scenie, zdobyłabyś wielką sławę - Skomplementował mnie Riker.
- Dziękuję, ale ja tak nie uważam. Myślę, że człowiek musi ciągle się uczyć, bo i tak nie osiągnie maksymalnego poziomu. Wierzę w to, że w końcu osiągnę swój cel. Jeszcze raz dzięki..Rike. Mogę cię tak nazywać?
- Jasne! A ja jak cię mam nazywać? - odpowiedział mi pytaniem.
- Wiesz, długo by opowiadać całą moją historię, ale..nazywaj mnie Ally.
- Dobrze, Ally... - szepnął i przytulił mnie.
W jego objęciach czułam się jak anielica, której zaplątało się skrzydło, a pomaga jej wielce przystojny anioł. Tak. Pragnęłam go ciałem i duszą. Rike wstał i rzekł:
- Na mnie już czas, przyjdę jutro.
- Okej.
- Do zobaczenia Ally - powiedział na koniec dnia i pocałował mnie w policzek.
- Yhm, yhm..
Odwróciliśmy się z Rikerem.
- Ally, przedstawisz nas?

W następnym rozdziale:
~ Austin dowie się o nowym pracowniku w Sonic Boomie...
~ Kira powraca! (przeniosłem to na rozdział VIII ;D)...
~ Namiętny całus Rikally (Rike+Ally) zobaczy Trish!

Dziękuję za przeczytanie, zostawiamy KOMENTARZE po przeczytaniu!


sobota, 14 września 2013

Rozdział VI

Rozdział VI to już coś C:
Kochani, apeluję do was: Jeśli znacie, kojarzycie jakieś osoby lub stronki na Facebooku, które lubią, lub kochają Austina i Ally, polećcie im ten blog! Bo nie wiem, czy jest w ogóle sens to pisać.
Zapraszam do czytania :*

***


Siedziałam u Austina do późna, rozmawialiśmy o mojej przeszłości, jednak niewiele z niej pamiętałam. Jedyne, co utkwiło mi w myślach na zawsze, to to, jak miałam trzy latka i grałam na pianinie z moim przybranym tatą. Pomagał mi usiąść na stołku przy instrumencie, i zaczęłam walić w klawisze.

Tak, to były czasy..
- Ally, żyjesz? Ally! - krzyknął Austin.
- Jestem, jestem!! - odpowiedziałam, przed chwilą wybudzona z transu. - Przepraszam, myślałam o przeszłości i teraz uważam, że to niezbyt dobry temat na rozmowę. 
- No dobra...No to na co masz ochotę? - zapytał blondyn, przysuwając się do mnie.
- Mi w sumie obojęt...
Ale nie dał mi dokończyć zdania, miał już inne plany. Zaczął mnie całować, namiętniej niż poprzednio. Starał się być delikatny, jednak pragnienie moich ust było od niego silniejsze. Początkowo chciałam mu się oprzeć, wiedziałam jednak, że to co robimy jest złe. Szybko jednak straciłam na to ochotę. Wciąż miałam w głowie obraz tamtego Austina, który siedział przed pianinem na stoliku; wyglądał tak pięknie. Nie przestając mnie całować, chłopak wziął mnie na ręce, pozwolił, bym oplotła go całego i podniósł się z fotela. Usadowił mnie na swoim łóżku i znów ponowił robotę. Teraz na prawdę poczułam w sobie ogień, w środku zakotłowałam się jak garnek na pełnym gazie... To chyba niepewne porównanie.
Na prawdę pragnęłam z nim być, ale nie w taki sposób! Ja mam 17 lat...
Odsunęłam się trochę od Austina.
- Przepraszam cię Austin, ale jesteśmy jeszcze młodzi. Po co nam to wszystko! Chcę z tobą być, ale..
- Za bardzo się w to angażuję? - zasugerował Austin. - Myślę, że to dobre określenie, ale pragnę z tobą być od kilku tygodni, poczułem to w sobie. Możemy po prostu dać sobie z tym spokój.
- Nie, nie o to mi chodziło! Po prostu...nie chcę, by nasz związek toczył się tylko na namiętnych i długich pocałunkach, które mi się podobają! Możemy się całować, ale żeby aż tak długo, ja do tego nie przywykłam! Wiesz, całuję się po raz drugi...
Dziwny temat, czuję się dziwnie. Co jeszcze zdążę wymyślić.?
- Po prostu bądźmy razem. Tak dla nas będzie lepiej. Mamy dopiero 17 lat.
- Rozumiem cię, wiem, że tak będzie najlepiej. - powiedział i pocałował mnie czule.
- Słuchaj, nie żebym był ciekawski, ale..z kim całowałaś się po raz pierwszy?
Przełknęłam ślinę. Po co ja to mówiłam?!
- Z Dallasem. Zabrał mnie kiedyś do kina i się pocałowaliśmy. Było bardzo romant... - nie dokończyłam, bo popatrzyłam na niezbyt pozytywną minę Austina. - W każdym razie drań po filmie ukradł mi torebkę, w której była moja ulubiona szminka i nowy telefon. Wyszłam przed...
- Nowy telefon? - spytał, nie dając mi dokończyć. - Znowu rozwaliłaś?
- Tak, dłuuga historia.. - westchnęłam. - W każdym razie. Wyszłam przed kino, jednak tam go nie było. Poszłam zobaczyć, czy nie ma go w swojej budce z telefonami. Był tam i szukał czegoś w szufladzie. Zakradłam się od drugiej strony, cichutko chwyciłam torebkę i uderzyłam nią Dallasa. Przez kilkanaście sekund był oszołomiony, więc szybko uciekłam.
Opowiadałam jeszcze, jakie były moje ulubione piosenki w dzieciństwie albo śmieszne sytuacje w piaskownicy.
Wyszłam od Austina dopiero wieczorem. Pomyślałam o moich prawdziwych rodzicach, o tym, że poświęcili swoje życie dla mnie. A potem znów naszedł mnie zły humor. Jak ja poprowadzę sama ten sklep?!
Po dziesięciu minutach doszłam do Sonic Booma. Zapalam światło, a tu wszyscy z galerii krzyczą NIESPODZIANKA!
Strasznie się wystraszyłam. Wiem, że przewróciłam się na podłogę, a potem już tylko zamknęłam oczy.

Oczami Austina
***
Dzwonili do mnie ze szpitala. Ally miała problemy z sercem i zemdlała!
Szybko pojechałem z Trish i Dezem do szpitala. Pobiegliśmy do recepcji i krzyknęliśmy jednocześnie:
- MY DO ALLY DAWSON!
Recepcjonistka, przez chwilę oszołomiona, sprawdziła coś na papierach i powiedziała:
- Przykro mi, ta pacjentka zmarła.
- ŻE CO?? - krzyknąłem na całą halę, aż niektórzy lekarze dziwnie na mnie spojrzeli, jakbym miał jakiegoś wirusa.
- Ohh, przepraszam. To Ally Tawson. Ally Dawson znajduje się w sali 666 na 6 piętrze.
Pojechaliśmy windą. Trish w środku zapytała mnie:
- Dziwnie się ułożyły te liczby pokoju. Wiesz coś może o tym?
- Ja nic nie wiem, przecież byłem u siebie w domu.
Dojechaliśmy szybko i tak też się tam znaleźliśmy. Przed nami stały drzwi z numerem 666.
- Otwieramy? - zapytałem.
- Tak. - odpowiedzieli równo.
Nacisnąłem klamkę, ale drzwi nie drgnęły. Przeszliśmy trochę w prawo, i przez szybę zobaczyliśmy Ally. Wszędzie miała jakieś połączone rurki, które tylko pogarszały sprawę.
- Biedna Ally... - posmutniała Trish i usiadła na krześle.
Zastanowiło mnie zachowanie dziewczyny. Przecież Ally była dość żywiołowa jak na swój wiek, ale nie wybuchała aż tak.
Usiadłem na krześle i wpatrywałem się w nieprzytomną dziewczynę.
- Trzymaj się, Ally... - wyszeptałem.

W następnych rozdziałach...
~ Ally powróci do normalnego życia.
~ Do Sonic Booma przyjeżdża jakiś chłopak, który mówi Ally, że jej rodzice wyznaczyli go na dodatkową pomoc. 
~ Ally od razu zakochuje się w nowym, jednak wie, że spiskuje przeciw Austinowi
~ Do Miami wraca Kira, która była rok w Europie. Nie rozumie, jak blondyn może być z Ally.


Od tej pory z prawej strony będzie umieszczona malutka notka z datą pojawienia się następnego rozdziału :*

sobota, 7 września 2013

Rozdział V

Heloł <3
Piąty rozdział na blogu to już jest coś :D
Mam nadzieję, że pomimo powrotu do szkoły (w moim przypadku do Hogwartu) będziecie tu wchodzić?
Poza tym liczba odwiedzin wskazuje na ponad 4500! Thanks <3
Kochani, mimo iż szkoła wpaja już nam do głowy wszystko oprócz wakacji, będę starał się tu pisać. Mam nadzieję, że przekroczę 5000 odwiedzin :D

Rozdział V
Spragniona wiedzy .

Biegłam przed siebie. Nie mogłam się zatrzymać, nie teraz, kiedy dowiedziałam się, że mam siostrę!
Nigdy nie byłam w domu Austina, tym bardziej chciało mi się biec. Musiałam zapomnieć już o całej sprawie z Dniem Dobroci dla Zwierząt. Teraz liczyła się pomoc przyjaciół...
Do domu Austina dotarłam po kilku minutach. Szybko nacisnęłam guziczek na drzwiach, który wywołał przez chwilę drażniący dźwięk. Słyszałam przez drzwi, jak ktoś mówi:
- Już idę!
Przez chwilę stałam w bezruchu, aż znowu usłyszałam dźwięk dzwonka. Jednak ja go nie naciskałam.
- Zaciął się.. - pomyślałam.
Nieprzyjemny odgłos dawał się we znaki moim uszom jak start wielkiego samolotu.
- Cholera, kto się próbuje tak dobić do naszego domu? - znów usłyszałam z drugiej strony drzwi.
Coś lekko chrząknęło w klamce i po chwili zobaczyłam niezadowoloną panią Moon.
- Dzień dobry pani, czy zastałam Austina? - zapytałam.
- Taak... - odpowiedziała lekko poirytowana. - Wejdź, proszę. - rzekła jeszcze i wpuściła mnie do domu.
Pierwszym pomieszczeniem, który napotkałam, był przedpokój. Znajdowała się tam gustowna szafa, pięknie rozsuwała się i zasuwała. Były tam ukryte zimowe ubrania i buty. Pochyliłam się i popatrzyłam na podłogę. Była pięknie wyrzeźbiona, jakby jakiś malarz twórca ją robił. Mimo swojego małego rozmiaru, z przedpokoju można było dojść do każdego innego pokoju w tym domu.
Gdy rozejrzałam się po wszystkich pomieszczeniach, doszłam do wniosku, że ten dom jest tylko dwa razy większy od mojego pokoju!
Ale nagle zobaczyłam...windę. Pani Moon pojawiła się znikąd i wcisnęła guzik obok windy. Po chwili otworzyły się drzwiczki i weszłam razem z panią Moon. Mama Austina wcisnęła guzik z cyfrą 2, wyszła z windy i powiedziała: 
- Jak wyjdziesz z windy, obróć się w prawą stronę. Idź cały czas, aż nie zobaczysz czarnych opancerzonych drzwi. Wsuń ten bilecik (dała mi jakąś kartkę) do otworu i poczek...
Nie dosłyszałam co pani Moon mi mówiła, bo drzwi się zamknęły i ruszyłam do góry. Po jakiejś minucie w końcu się zatrzymałam i wyszłam z windy. Obróciłam się o dokładne 90 stopni w prawo i ruszyłam. Z początku wiedziałam, że muszę iść do Austina, ale teraz już mi się zupełnie nie chciało. Jednak doszłam do czarnych wskazanych mi drzwi i wsunęłam bilecik do otworu.
Przez chwilę nic się nie działo, ale po sekundzie usłyszałam:
- Witamy gościu. Proszę się rozgościć w pokoju panicza. 
Pancerne drzwi się otworzyły, i weszłam do pokoju "panicza".
Po lewej stronie zobaczyłam kilka pięknych gitar. Jedna była czarna, widać, że elektryczna. Oceniłam jej stan na wręcz idealny, mogłabym na niej grać godzinami. Ale zobaczyłam też piękną brązową. 
- Zwyczajna, brązowa gitara...A tyle w życiu potrafi zmienić. Jak ja kocham takie sprzęty.
- Nie tylko ty... - usłyszałam.
Fotel odwrócił się do mnie, a na nim siedział Austin. Był uśmiechnięty i promienny jak zawsze. Kochałam go za to: zawsze, w każdej sytuacji potrafił pozwolić sobie na uśmiech. Nie wiem czemu, ale właśnie tym sprawił, że stał się bliskim mojemu sercu.
I wtedy to poczułam. Ten ogień wrastający we mnie. Czułam to, co powinnam poczuć już dawno temu. Miałam ochotę przycisnąć go do siebie i bez tchu go pocałować. Miałam na to wielką ochotę. Być z nim szczęśliwa, wiedziałam, że muszę to kiedyś poczuć!
Ja kocham Austina!!! Chciałam to wykrzyczeć na głos, ale nie mogłam.
- Słuchaj, Austin... Ten dzień jest zwariowany i zdecydowanie za długi, więc ci wszystko opowiem..
Trochę to trwało, zanim doszłam do momentu opowieści o moim dzieciństwie listu, bo jeszcze te wszystkie wyjaśnienia moich byłych rodziców. Ale potem było trudniej, jak zaczęłam wspominać o liście od mojej matki. Zaczęłam płakać, jak skończyłam. Płakałam bardzo mocno, łzy leciały mi z oczu strumieniami. Byłam znowu przygnębiona, nie wiem, czy dałabym radę się pozbierać ponownie po takim liście. 
Austin popatrzył się na mnie ze smutkiem w oczach i mnie przytulił. Szczerze to od razu jak wziął mnie w swoje ramiona, poczułam się lepiej. Oczywiście, czułam jeszcze tą pustkę pozostawioną po moich prawdziwych rodzicach. Ale nastrój powoli poprawiał się. Oparłam mu głowę na ramieniu i utuliłam się do niego.
Czułam, że chęć pocałowania Austina we mnie wciąż wzrasta. Jednak musiałam jeszcze to w sobie tłumić. Musiałam wyczekać i wypatrywać właściwy moment, ale coraz bardziej bolało mnie to, że na miłość trzeba zasłużyć.
Podniosłam głowę i spojrzałam prosto w oczy chłopaka.
- Austin...
- Co się stało, Ally? - zapytał mnie, znów przerażony.
- Spokojnie, nic mi się nie stało.. - odpowiedziałam.
Odetchnął z ulgą.
- Chodzi o to, że...po prostu..dziękuję, że jesteś przy mnie. Zawsze będę twoją cichą wielbicielką. No...może teraz nie aż tak cichą. - rzekłam do niego i pocałowałam go w usta.
Pocałunek był bardzo przyjemny. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Połączenie desperackiego kroku z rozkoszną chwilą daje wielkie dzieło sztuki. Czułam w sobie, że ponownie zakwitła lilia w moim sercu, tym razem z imieniem Austin.
Chciałabym, żeby to się nigdy nie skończyło. To było piękne, miałam z nim zostać tak do końca życia.
Oderwaliśmy się od siebie po kilku minutach. Austin wyglądał na zadowolonego, bo uśmiechnął się do mnie tak jak ja do niego.
- Czyli jednak ci się podobałem? - zapytał mnie.
- Powiem szczerze: zastanawiałam się nad tobą dość długo. Ale dzisiaj to w końcu zrozumiałam, że ty wypełniasz moją pustkę. Ty jesteś moim Romeo, rozumiesz to?
Zawahał się.
- No pocałuj mnie! - powiedziałam.
Po kilku sekundach siedzieliśmy i się całowaliśmy.

***
Koniec.